Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail, aby otrzymywać informacje z naszego serwisu.

 
17.04.2009-25.05.2009 - Krzysztof Marek Bąk grafika cyfrowa

Wernisaż - fotorelacja
Wystawa czynna 17.04.2009 - 25.05.2009

Dr Krzysztof Marek Bąk, Bielszczanin, rocznik ’77 . Absolwent ASP we Wrocławiu. Doktor sztuki. Jest adiunktem w cieszyńskim Instytucie Sztuki Uniwersytetu Śląskiego w Katowicach, gdzie prowadzi pracownię grafiki cyfrowej. W swoich działaniach artystycznych skupia się na różnorodnych aspektach medium cyfrowego w grafice: począwszy od wielkoformatowych grafik, poprzez miniaturę i ekslibris, aż do instalacji przestrzennych z wykorzystaniem druków komputerowych. Swój dorobek prezentował na około 100 wystawach w ponad 20 krajach świata, w tym na wielu wystawach indywidualnych m.in. w: Kuwejcie, Filadelfii (USA), Wrexham (Wielka Brytania), Gdańsku, Wrocławiu, Bielsku-Białej, Kielcach, Koninie, Białej Podlaskiej, Gorzowie Wlkp., Włocławku, Elblągu. Nyska prezentacja jest 41 wystawą indywidualną autora. Ponadto siedmiokrotnie — na terenie Wielkiej Brytanii — realizował instalacje plenerowe w: Wrexham, Y Fflint, Birmingham, Barmouth,  Chester. Laureat 3rd FISAE International CGD Ex-Libris Competition oraz The Americas Biennial Exhibition of Contemporary Prints – 2008. Jego grafiki znajdują się w zbiorach m.in.: Muzeum Narodowego w Krakowie, Muzeum Zamkowego w Bielsku-Białej, Galerii Sztuki Współczesnej we Włocławku, Kolekcji SMTG, Galerii Bielskiej BWA. Stypendysta UE w ramach programu Leonardo da Vinci. Jest członkiem Stowarzyszenia Międzynarodowe Triennale Grafiki w Krakowie.

Autor o swojej twórczości: Są obrazy, które nas prześladują. Jak dzieci z arabskiej dzielnicy, za każdym rogiem ulicy, wciąż tak samo napastliwie, wciskające nam chińskie gadżety. Są takie obrazy, które nieustannie nam towarzyszą i pomimo naszych starań, by o nich nie pamiętać, nieprzerwanie czają się gdzieś pod powiekami. Wskazują drogę, kierują na ścieżki naszej estetyki, są pamięci i biblioteką kodów, w oparciu o które deszyfrujemy wizualną rzeczywistość. Są takie obrazy, z których jesteśmy zbudowani. Każdy z nich jest inny, ale wiele je łączy, bo zestawione razem dają Nas; pomimo, że rozpiętych pomiędzy Botticellim a Baconem, to jednak spójnych.

Jak każdy, jestem zbudowany z setek, tysięcy obrazów. Mistrzów. Natury. Wyobraźni. Są takie miejsca, które są obrazami. Ich genius loci porywa mały fragment duszy i w jej miejsce oddaje swój dotyk i tchnienie. Jestem zbudowany z tchnień… Kształtują mnie spotkania miejsc - tysiąckroć bardziej niż spotkania ludzi - wciąż ich łaknę. I obawiam się, że to głód nigdy niezaspokojony.

Każdy obraz, każde drgnienie wzruszenia dostane w darze, jest zapisane w moich źrenicach, dłoniach, sercu - jest pojedynczą komórką człowieczeństwa istoty, którą Jestem. Wszystkie obrazy, wszystkie oddechy kierują moją wolą i wyobraźnią, gdy próbuję tworzyć. Własne dzieła są niczym innym jak mniej lub bardziej udaną sumą wszystkich powidoków, syntezą cząstek pamięci i wrażliwości. Czucie i wiara silniej mówią do mnie Niż mędrca szkiełko i oko.

Utożsamiam się ze słowami Wieszcza. Sfera ducha wydaje mi się stokroć istotniejsza od praktycznej - materialnej. Jestem głęboko przekonany, że metafora mówi więcej i prawdziwiej niż najrzetelniejszy nawet opis. W sztuce potrzeba metafory, tak samo jak w pisaniu. Metafora nie zabija tajemnicy, bo czymże jest sztuka bez tajemnicy, zrozumiała dla wszystkich, na tę samą modłę - tandetnym zabiegiem marketingowym, przebrzydłym projektem.

Napisałem kilka lat temu, i w słowa te wierzę coraz mocniej, że sztuka jest magią czynioną, by okiełznać lęk przed chaosem. Patrząc z takiej perspektywy na jakąkolwiek formę działalności artystycznej apriorycznie zakładam jej magiczność - sztuka jest magią, a magia jest domeną fantastyki. Dla mnie sztuka jest fantastyką - przygodą, magią, otarciem się o inny, pozazmysłowy świat, próbą dotknięcia nadnaturalności, materią z energii, zaklinaniem doznań, czarodziejską różdżką, magiczną formułą wzruszeń, darem czynienia uroków, oczarowywania, abrakadabrą zatrzymywania czasu; nadaje sens, koi ból, pozwala zauważyć i dostrzec, jest zwierciadłem ain eingarp, w którym każdy z nas może się przejrzeć, by dostrzec swe najgłębsze pragnienia, które możemy dać innym.  Sztuka jest fantastyczna. 

Człowiek - ja -  to twierdza. Szczelnie ogrodzona murem, o jednej tylko bramie, do której klucz, dawno oddałem w bezpieczne ręce. Żyję w środku kamiennej skorupy w warunkach satysfakcjonującego luksusu, czerpiąc radość z widoków i bogatego księgozbioru. Każdy, kto podchodzi pod mur, na odległość strzału   z kuszy, traktowany jest jako agresor - nie życzę sobie gości w moim zamku. My home is my castle. I'm a castle -  jestem twierdzą.

Sztuka to latawce, które dla przyjemności własnej i trochę z wewnętrznego przymusu wypuszczam ponad zamkiem. Latawce są różne: ładne, brzydkie, nudne i ciekawe, skomplikowane i proste, przemyślane i prostackie. Są takie, które szybują długo i wysoko, a gdy zabraknie mi w dłoni sznurka, wypuszczam je dla towarzystwa przelotnym ptakom. Ale są też takie, które zaraz lądują w piachu estuarium - zmywa je fala przypływu. Wciąż doskonalę się w budowaniu latawców lecz nie lubię o nich mówić, są tylko dla oczu - niedostępne.

Wreszcie studenci - są jak rzeka przepływająca u podnóża zamkowej góry. Raz nurt toczy się daleko, raz blisko. Niekiedy fala odbija widok latawca, jednak zazwyczaj wody są mętne i zapiaszczone, niosąc urodzaj dzieciństwa. Czasami jednak, choć niezmiernie rzadko, bywa, że wysoki stan wyrywa z zamkowej góry kamień. Toczy go, głaz obrasta gliną i innymi głazami. Wreszcie osadza się gdzieś, zbyt ciężki, by kontynuować drogę i staje się kamieniem węgielnym dla całkiem nowej góry - to bardzo rzadkie szczęście - może go doświadczę.

Wciąż rozwijam wątki obecne od lat w moich pracach: pierwotne - jaskiniowe motywy, nawiązania do mitologii i fantastyki. Zawsze w moich pracach pojawia się przedstawienie. Język abstrakcji uważam   za wypowiedziany do ostatniego słowa. Konieczny jest mi przedmiot i wizerunek - są dla mnie nośnikami znaczeń i kontekstów. Coraz częściej też odczuwam potrzebę powrotu i ponownego pochylenia się nad klasycznymi, akademickimi tematami jak: akt, pejzaż i martwa natura. Uważam, że są konstytucją każdego plastyka i, co jakiś czas, dobrze jest do nich powrócić, by odnaleźć prawdy, zapominane w drodze poprzez formalne transformacje i poszukiwania ideowe…

Co do samego wyglądu moich przedstawień - przekonany jestem, że cały świat jest jednością, współprzenikającą się we wszelkich swoich aspektach, różnorodnościach. Postrzegam świat jako nakładające się na siebie kolorowe szybki - szkiełko czasu, przestrzeni, koloru, formy, smaku, dotyku, zapachu… Staram się wydobyć z tych szkiełek obrazek. Jeśli się to uda, mniej lub bardziej - przenoszę go do pamięci komputera. Lubię myśl, że te szkiełka wyobraźni do końca pozostają wirtualne - nawet wówczas, gdy już mogę je zobaczyć. A druk zamraża je, jak zamarzłe słowa ponad Dniestrem, i pokazujemy innym te nasze zmarzliny - będące, li tylko cieniem emocji swych narodzin. Czasem, gdy widz zechce uchwycić naszą ideę; czasem, gdy ogrzeje ją swoim oddechem, jest szansa, że uczucie ponownie się obudzi. Lecz nie będzie już wówczas naszym. Trudno się z tym pogodzić, ale trzeba uszanować intymne obcowanie widza z dziełem. Nie próbujmy do własnych interpretacji przekonać. Dajmy widzowi wolność odczuwania - zachowując nasze emocje w tajemnicy. Powtarzając myśl Matisse'a: niech zamilczą artyści, a przemówią dzieła.

Lubię sztukę, lecz jestem bardzo w stosunku do niej krytyczny. Odnoszę się, w swoim jej rozumieniu, do historii. To, co dzieje się obecnie, postrzegam jako swoistą aberrację, szaleńcze wybryki w tańcu świętego Wita, chwilowe zachwianie kondycji. Jestem w odbiorze sztuki konserwatywny i uważam, że od 1973 (symboliczna data - śmierć Picassa) nie zdarzyło się właściwie nic, co zasługiwałoby na uwagę. Jestem konserwatywny i uważam, że sztuki piękne opierające się na teoriach, a nie na dziele są niepiękne, głupie i staną się martwe w obliczu następnych stuleci. Sztuka bez dzieła, jest tylko sztuczką, czczą gadaniną, brednią. Nie toleruję władzy krytyków, opowiadaczy, kompletnych beztalenci o infantylnych umysłach. Nie toleruję zarzynania tajemnicy sztuki pseudosocjologicznym uzasadniactwem. Sprzeciwiam się całkowitej dominacji awangardy, która stała się terrorem nowinkarstwa. Protestuję przeciw pogardzie dla pracy i talentu, lansowania postaw - jak mody. Sztuka to nie sylwestrowa kreacja, którą po balu wyrzucamy z szafy - powinna być uniwersalna i ponadczasowa - nie chwilowa, aktualna tylko w mo-mencie pierwszego okazania.

Nie aprobuję rozmycia wartości i pakowania do szuflady z napisem sztuki piękne (przepraszam, dziś mówi się wizualne) wszystkiego, co uroi chora głowa. Plastyka niech pozostaje plastyką, nie zaś filmem, teatrem i bóg wie czym jeszcze - biegiem maratońskim przez płotki - operacją plastyczną. Quae fuerant vitia, mores sunt - co dawniej było przywarą, dziś wchodzi w zwyczaj - niestety. Głosząc filozofię antysztuki wykonujemy spektakularne harakiri, podcinamy gałąź, na której siedzimy - przeczymy całej idei, kształcenia sztuk pięknych. Czego uczyć, jeśli wszystko jest po równo dobre, jeśli nie istnieje kategoria piękna, jeśli w ogóle wszystkie kategorie spłuczemy do szamba, gdzie wówczas jest nasze miejsce? Jaki sens obecności artystów, pedagogów, mistrzów i muzeów? Nie głośmy pochwały samobójstwa. Plastyka niech będzie plastyką! A czasem niech wdrapuje się na pułap sztuki.

W moich pracach nie znajdzie się teorii socjologicznych, nadmiernej psychologii - a jeśli ktoś je dostrzega - jego sprawa. Mnie interesuje tylko emocja, metafora, tajemnica. Nie lubię w sztuce oszustwa. Dorabiania idei, tam gdzie jej nie ma - post factum; opowiadania o głębi, która jest wynikiem przypadku. Nie szanuję robienia prac na zamówienie społeczne, w modnej manierze, trendzie. Kiedy słyszę popularne wytrychy językowe: grender, postmodernizm, akcja, sztuka krytyczna, dostaję dreszczy. Nie toleruję projektów i komunikatów. Artysta powinien tworzyć dzieła zamknięte - nie niedokończone projekty; metafory dające widzowi asumpt do przemyśleń, poruszeń wyobraźni, a niekomunikować - od tego jest dworcowy megafon. Treść jest potrzebna, lecz niech wynika z formy, a nie opisu i instrukcji, facta, non verba - czynów nie słów!

Kiedy umieszczam na grafice kozę, to jest to koza - wpisuję ją w kontekst nazywając ją Amalteą i nic więcej - reszta w sercu, głowie i oku widza. Zresztą do tego tematu później powrócę. Uważam sztukę za formę religii. Nie da się jej zrozumieć, można tylko uwierzyć. I wtedy staje się prawdziwa. Cenię, akceptuję i podziwiam - wierzę właściwie we wszystko, co powstało do epoki renesansu - z tym, że im dalej w przeszłość, tym mój podziw i fascynacja rosną. Jak każda wiara czy mitologia, i sztuka ma swoich herosów i świętych. Dla mnie, w czasach nowożytnych, są to: Van Eyck, Dürer, Bosch, Michał Anioł, Bruegel, Rembrandt, Caravaggio, Goya, Picasso, Brancusi i Moore. Z czego pierwsze miejsce w moim osobistym panteonie, przyznaję jednak Dürerowi. Poza wymienioną jedenastką oczywiście byli twórcy wybitni, ciekawi i warci uwagi, ale to do powyższych nieustannie się odwołuję, ich uważam, za kwintesencję sztuki i artystycznej prawdy.

Na własny, osobisty użytek, za mistrza uważam Józefa Hałasa - jest moim mentorem i choć to, co sam robię, dalekie jest od jego ścieżki, nieustannie mam na uwadze jego słowa, wskazówki, uwagi. Analizuję jego postawę i próbuję ją dostosowywać do swoich potrzeb i emocjonalności. Mogą dziwić powyższe słowa, hołd dla tradycji i klasyki w ustach tego, który za narzędzie obrał komputer. Dla mnie jest on jednak tylko innym wcieleniem pędzla, ołówka. Pomocnym przy materializacji pomysłów, odpowiadającym mojemu temperamentowi - ostatecznie przecież i tak liczy się tylko obraz, nie zaś to, jak został uzyskany. Jeśli obraz będzie słuszny, wszystko inne stanie się nieważne. Pracuję narzędziem cyfrowym traktując je jako naturalne rozwinięcie doświadczeń z malarstwa. Tradycyjnie przyjęło się traktować cyfrowe obrazy jako grafikę, więc się z tym godzę, nie czując jednak jakiejś szczególnej więzi emocjonalnej z grafiką. Tworzę wizerunki coraz mniej zastanawiając się nad tym, do jakiej dyscypliny można je zakwalifikować.

Krzysztof Marek Bąk 


FotoFotoFoto
FotoFotoFoto

Aktualności

Eksponat miesiąca - Dwa późnogotyckie fotele drewniane (XV/XVI w.)



 

 

Zapraszamy do Kamieńca

 
Podstrony:  1  2  3 
 

 


48-300 Nysa
ul. Biskupa Jarosława 11

tel. 77 435 50 10, 77 433 20 83
e-mail: info@muzeum.nysa.pl




Witryna wykorzystuje ciasteczka (ang. cookies) w celach sesyjnych oraz statystycznych.
Więcej informacji w polityce prywatności.

          

 Realizacja: new4mat.com Sp. z o.o.
ADMINISTRACJA