Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail, aby otrzymywać informacje z naszego serwisu.

 
"R.S. Prussia". Porcelana tułowicka z kolekcji Marii Urbańczyk


Wystawa czynna 27.11.2015 - 7.02.2016
Ewelina Kwiatkowska - kuratorka wystawy
Wernisaż - fotorelacja
W nawiązaniu do tematyki wystawy odbyły się zajęcia plastyczne dla dzieci - fotorelacja 1
fotorelacja 2





Wystawa "R.S. Prussia". Porcelana tułowicka z kolekcji Marii Urbańczyk jest już drugą prezentacją porcelany z kolekcji prywatnej. Coraz większa grupa miłośników porcelany tułowickiej docenia jej jakość cechującą się klarowną i wykwintną formą, dekorowaną motywami roślinnymi, z delikatnie uszlachetnionymi złotymi rantami. W związku z wystawą przeprowadziliśmy wywiad z kolekcjonerką pytając co czyni porcelanę tak atrakcyjną? Czy gromadzenie wyrobów rodziny Schlegelmilchów jest bardzo kosztowne? Czy w Polsce jest ona łatwo dostępna czy też należy poszukiwać jej na innych rynkach? 
Na te i inne pytania odpowiedziała Pani Maria Urbańczyk naświetlając nam swoją historię kolekcjonowania porcelany RS Prussia.

 

 

Ewelina Kwiatkowska: Naszą rozmowę chciałabym rozpocząć od pytania związanego z Pani biografią: czym zajmuje się Pani zawodowo? Czy ma to jakiś związek z kolekcjonowaniem porcelany?

Maria Urbańczyk: Od wielu lat pracuję w jednostce samorządowej gminy, co nie ma związku z porcelaną. Zainteresowanie wynika tylko z mojego zamiłowania do takich pięknych przedmiotów.

Co wpłynęło na zainteresowanie porcelaną, zwłaszcza porcelaną tułowicką?

Zainteresowanie porcelaną pojawiło się u mnie w latach dziecięcych, może pod wpływem odwiedzanych domów, gdzie była porcelana, która wyróżniała się w czasach gdy królował tani fajans. Być może również pod wpływem pierwszych sztuk porcelany, które pojawiły się w moim domu. W tamtych czasach to była rzadkość, posiadać tak piękne i niespotykane przedmioty. Chyba wówczas zrodziła się miłość do porcelany.

Czy pamięta Pani swój pierwszy zakup porcelany i czy przypuszczała Pani wówczas, że ten pierwszy nabytek przerodzi się w pasję kolekcjonowania?


Pierwszy zakup był bardzo dawno temu, to było na jakimś targu staroci, kupiłam wtedy dzban. Zawsze marzyłam o tym, żeby mieć kolekcję dzbanów stojących na meblach. Teraz myślę, że nie był taki piękny jak mi się wydawało, ale wówczas tamto naczynie podobało mi się najbardziej. Mój pierwszy zakup porcelany tułowickiej to cukiernica i mlecznik, które kupiłam na Allegro.
 
Wtedy nie przypuszczałam, że to tak się rozwinie, chciałam mieć tylko pewną ilość porcelany - jedną półkę, jedną witrynę. Najpierw zaczęliśmy wypełniać jedną półkę, potem drugą, a w końcu kolekcja zaczęła się pojawiać na meblach i to trwa już kilkanaście lat.
W którym roku, dokładnie się zaczęło nie pamiętam. W 1999 r. powstało Allegro, a ja już wcześniej miałam kilka rzeczy, które były znalezione na poddaszu. Część porcelany przywoziłam też z Niemiec. Przez 14 lat, w trakcie urlopów, jeździłam tam do pracy, do winiarzy, mąż przez 19 lat. Z domów, w których mieszkaliśmy pozwalano nam zabrać ze sobą pewne rzeczy i tak się pojawiła u mnie kolorowa porcelana, miedzy innymi tułowicka. Ale to nie była duża ilość. Zbiór zaczął się rozrastać w momencie gdy pojawiło się Allegro, tam był większy wybór. Tam też poznałam osoby o podobnych zainteresowaniach, z którymi teraz jestem w bliskich relacjach.

Dlaczego akurat porcelana jest bliska Pani sercu?


Dlaczego porcelana…Być może fakt, że porcelana w domu zawsze świadczyła o dobrobycie i wysokiej pozycji. Porcelana zawsze przyciągała mnie w magiczny sposób, pochłaniało mnie jej hipnotyczne piękno. Jej zaletą jest nietuzinkowość, piękny wygląd, każdy element zestawu jest troszeczkę inny, dlatego ma swój niepowtarzalny wdzięk.

Czym kieruje się Pani przy wyborze kolejnej sztuki filiżanki, dzbanka czy patery?

Na pewno chęcią zdobycia i uzupełnienia jakiegoś kompletu serwisu. Chęcią powiększenia kolekcji, często ceną - gdy jest atrakcyjna to kupuję nawet bez większego zastanowienia.

Czy w Polsce trudno jest o zakup porcelany, która spełnia Pani oczekiwania?

W Polsce nie jest łatwo dostępna. Jej zakup umożliwia Allegro, ale tam jest niewielki wybór ładnej porcelany, a jeżeli już coś się trafi, to cena jest tak hamująca, że rzadko dochodzi do transakcji. Ja poszukuję porcelany na zagranicznych rynkach jak Niemcy, Anglia, USA. Kiedyś kolega z USA kupował porcelanę i sprzedawca mu zaproponował: kupisz 5 rzeczy, 2 dostaniesz gratis, i potem ja te gratisy otrzymywałam, także w ten sposób również zdobywa się porcelanę.

Kolekcja zazwyczaj wymaga pewnego klucza, myśli przewodniej, za którą podąża kolekcjoner, czy w Pani przypadku taki „klucz” istnieje?


Nie wiem - jak patrzę na moją kolekcję, to wydaje mi się, że nie ma tu klucza. To co jest dostępne, to kupuję, chociaż większość tych przedmiotów nawiązuje do epoki wiktoriańskiej, więc może to jest jakiś klucz? Z drugiej strony na porcelanie, którą mam, pojawiają się obrazy, portrety, więc to może też jest jakiś klucz?

Gromadzenie sztuki, porcelany czy też numizmatów, zawsze związane jest z kosztami, czy Pani pasja jest bardzo obciążająca finansowo?

Zakup porcelany zawsze odbywa się kosztem czegoś. Z mężem musimy dokonać wyboru, albo zakup węgla na zimę, albo zakup serwisu; albo nowe buty, albo filiżanki. To nie są tanie rzeczy, kolekcje kosztują niemałe pieniądze. Kolekcjonowanie wymaga poświęceń, ale mimo wszystko cena jest drugorzędna, gromadzi się nie dla zysku, a z miłości do sztuki, do piękna. To sprawia, że jesteśmy w stanie poświęcić inne wydatki na rzecz porcelany. Porcelana pochłania nasze nieodbyte podróże, wczasy, na których nie byliśmy, modną odzież, której nie nosiłam. Można wydawać pieniądze na różny sposób, ale ja chciałam tak i jestem z tego powodu szczęśliwa.

Każdy kolekcjoner z czasem staje się ekspertem w określonej dziedzinie, a jak było w Pani przypadku? Skąd czerpała Pani wiedzę na temat porcelany?

W latach 70. nie było na rynku żadnych publikacji, ale pamiętam że była książka pana Chruścickiego na temat sygnatur, tę książkę mam do dziś. Była bardzo pomocna, bo tam były sygnatury wytwórni polskich i zagranicznych, tym się posiłkowałam. Potem w internecie znalazłam katalogi, które wydano w Stanach Zjednoczonych. Ich katalogi porcelany zawierały dużo materiałów. Amerykanie mieli dostępne przedwojenne ryciny, którymi posługiwano się przy sprzedaży porcelany zachęcając w ten sposób swoich klientów. No i pani Irena i Roman Gatys zaczęli wydawać książki na temat naszych śląskich wytwórni porcelany i sygnatur, dla mnie to jest pewne źródło wiedzy.

Handel sztuką obarczony jest ryzykiem zakupu kopii lub fałszywego eksponatu, w jaki sposób Pani wystrzega się popełnienia takiego błędu?

Oczywiście sprawdzanie sygnatur w katalogach i podręcznikach jest pomocne, chociaż na tym etapie już sama prawie bezbłędnie rozpoznaję wyrób tułowicki. Na szczęście jeszcze nie kupiłam falsyfikatu. Zdarzają się podróbki, dlatego trzeba uważać. W ocenie porcelany najważniejsza jest forma, wzór, model - po tym można rozróżnić oryginał od podróbki. Ale nawet najlepszym się zdarza nabyć falsyfikat, przykładem jest moja dobra koleżanka, która kupiła łazienkowy dzban z misą.

Jak liczna jest Pani kolekcja?

Jestem w trakcie spisu z natury. Wyroby tułowickie przekraczają 1000.

Czy ma Pani kontakt z innymi kolekcjonerami porcelany? Czy spotykacie się, wymieniacie się wiedzą i doświadczeniem, czy też między sobą sprzedajecie na przykład poszczególne elementy zestawu porcelany?


Oczywiście! Utrzymujemy kontakty telefoniczne, odwiedzamy się również. Ostatnio byłam u kolegi w Głogówku, u Przemka. Wymienialiśmy pewne rzeczy między sobą, nawet ze Stanami taką wymianę prowadziłam. Kontakt miedzy nami jest żywy, spotykamy się, wymieniamy porcelaną, ale czasem odległość jest problemem. Inaczej jest w Stanach Zjednoczonych, tam kolekcjonerzy mają możliwość spotykania się na konwentach, seminariach, dokształcają się poprzez organizowane wykłady, tam też sprzedają porcelaną.

Czy istnieją jakieś stałe elementy życia kolekcjonera? Obowiązkowe targi czy aukcje?


W Polsce jeździmy na targi staroci, na przykład do Kłodzka, Jeleniej Góry czy na Ucztę Głogówecką, tam kupujemy lub sprzedajemy. Ale innych możliwości raczej nie ma.
Sprzedałam tam pierwsze nabytki, z których nie byłam zadowolona, tylko nieliczne rzeczy mi zostały. Teraz skupiam się na tułowickiej porcelanie: RS Prussia, Germany, Suhl. To są piękne rzeczy i poszukiwane przez Amerykanów.

Czy myśli Pani, że pasja kolekcjonowania będzie już Pani zawsze towarzyszyć? Czy może wyznaczyła sobie Pani jakąś granicę, w której gromadzenie się zakończy?

Granica była wyznaczana już wielokrotnie. Najpierw, że wypełnię tylko jedną witrynę, ale później zaczęły się pojawiać kolejne pokusy. Apetyt rośnie w miarę jedzenia. Nie wiem czy kiedykolwiek zdołam to przerwać. Może jak przejdę na emeryturę, bo wtedy dochody będę mniejsze, ale dziś nie jestem pewna jak będzie.

Czy wykorzystuje Pani swoją porcelanę do użytku codziennego? Czy jest tylko dekoracją i ma cieszyć oko.


Raczej nie używam, sporadycznie półmiski i miski na ciastka. Boję się, że coś może się stać. Filiżanki są bardzo delikatne, czasami mam pokusę napić się z nich herbaty, ale powstrzymuję się i piję ze zwykłej filiżanki.

Dziękuję za rozmowę.



FotoFotoFoto
FotoFotoFoto
FotoFotoFoto
FotoFotoFoto

Aktualności

Eksponat miesiąca - Plakietka pielgrzymia z Kolonii



 

 

Zapraszamy do Kamieńca

 
Podstrony:  1  2  3 
 

 


48-300 Nysa
ul. Biskupa Jarosława 11

tel. 77 435 50 10, 77 433 20 83
e-mail: info@muzeum.nysa.pl




Witryna wykorzystuje ciasteczka (ang. cookies) w celach sesyjnych oraz statystycznych.
Więcej informacji w polityce prywatności.

          

 Realizacja: new4mat.com Sp. z o.o.
ADMINISTRACJA